Nigdy nie mów nigdy.
Wyzwanie! Ciepłe skarpety podciągam prawie na uda. Za oknem wieje i huczy tak, że współczuję każdemu, kto musi choć na sekundę wystawić nos ze swojej zimowej kryjówki. Obok mnie stoi gorąca herbata z imbirem, miodem i cynamonem, a pod nią sterta plików z... tak, z historii.
Część z Was mnie zna, ale reszcie jestem winna krótkie wyjaśnienie. Nie cierpię historii. Wstyd się przyznać, ale mam problem z odtworzeniem nawet samej swojej obecności na zajęciach z tego przedmiotu, tak rzadko tam przychodziłam. Nic nie potrafiło mnie przekonać, a mój główny argument brzmiał: i tak nigdy w życiu mi się to nie przyda. No bo po co komu do szczęścia jakieś daty? Zakładając oczywiście, że człowiek nie wybiera się na studia prawnicze, ekonomiczne, czy inne, wymagające zdanej matury rozszerzonej z tego przedmiotu. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że dziś, w środku sesji na politechnice, będę wertować kartki o powstaniu kościuszkowskim, usiadłabym ze śmiechu.
A jednak. W zeszłym miesiącu wzięłam udział w konkursie, którego główną nagrodą jest fragment rejsu dookoła świata na Darze Młodzieży. Moje marzenie! I etap okazał się wyjątkowo prosty, za to następny.. Test wiedzy z historii, Biblii i żeglarstwa.
Do zimowego zestawu naukowego dołączył pluszowy miś termofor. Do rozpoczęcia testu zostały 3 pełne dni i kilka godzin. Miś patrzy na mnie wielkimi, czarnymi, guzikowymi oczami. "Ty nie dasz rady?!" Wyzwanie jest duże, a stawka ogromna. Czego się jednak nie robi dla marzeń?
Moje dzisiejsze przemyślenia kręcą się wokół dwóch tematów:
1) Jeżeli kiedykolwiek, gdziekolwiek najdzie Was myśl, że nie ma sensu czegoś robić bo na pewno "nigdy Wam się nie przyda", nie zostawiajcie tego samego sobie. Nie mówię, żeby od razu specjalizować się w każdej dziedzinie świata, proszę mnie nie zrozumieć źle! Chcę jednak, na swoim przykładzie, pokazać, że nie znamy dnia i godziny, w której pewna podstawowa wiedza może nam się bardzo mocno przydać.
2) Konkurs to jedno, skupiam na nim teraz dużo uwagi, ale oprócz tego nie odpuściłam ani jednego fragmentu studiów. Mimo pokrywających się terminów dalej przygotowuję się na pierwsze terminy zaliczeń. Walczę o wolne ferie, na spędzenie czasu z rodziną i podróże, ale też o stypendium na przyszły rok. Powiecie - ambitna! No właśnie.. Olga by powiedziała, że masochistka. Kiedy więc zaciera się granica ambicji i pracoholizmu?
No, ale to temat na następny post, jest zresztą zupełnie nie w moim stylu, niech O. się nim zajmie. Czas mnie przecież nagli! Zostało jeszcze... a, niech diabli odliczanie! Trzymajcie kciuki ;*
Część z Was mnie zna, ale reszcie jestem winna krótkie wyjaśnienie. Nie cierpię historii. Wstyd się przyznać, ale mam problem z odtworzeniem nawet samej swojej obecności na zajęciach z tego przedmiotu, tak rzadko tam przychodziłam. Nic nie potrafiło mnie przekonać, a mój główny argument brzmiał: i tak nigdy w życiu mi się to nie przyda. No bo po co komu do szczęścia jakieś daty? Zakładając oczywiście, że człowiek nie wybiera się na studia prawnicze, ekonomiczne, czy inne, wymagające zdanej matury rozszerzonej z tego przedmiotu. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że dziś, w środku sesji na politechnice, będę wertować kartki o powstaniu kościuszkowskim, usiadłabym ze śmiechu.
A jednak. W zeszłym miesiącu wzięłam udział w konkursie, którego główną nagrodą jest fragment rejsu dookoła świata na Darze Młodzieży. Moje marzenie! I etap okazał się wyjątkowo prosty, za to następny.. Test wiedzy z historii, Biblii i żeglarstwa.
Do zimowego zestawu naukowego dołączył pluszowy miś termofor. Do rozpoczęcia testu zostały 3 pełne dni i kilka godzin. Miś patrzy na mnie wielkimi, czarnymi, guzikowymi oczami. "Ty nie dasz rady?!" Wyzwanie jest duże, a stawka ogromna. Czego się jednak nie robi dla marzeń?
Moje dzisiejsze przemyślenia kręcą się wokół dwóch tematów:
![]() |
2) Konkurs to jedno, skupiam na nim teraz dużo uwagi, ale oprócz tego nie odpuściłam ani jednego fragmentu studiów. Mimo pokrywających się terminów dalej przygotowuję się na pierwsze terminy zaliczeń. Walczę o wolne ferie, na spędzenie czasu z rodziną i podróże, ale też o stypendium na przyszły rok. Powiecie - ambitna! No właśnie.. Olga by powiedziała, że masochistka. Kiedy więc zaciera się granica ambicji i pracoholizmu?
No, ale to temat na następny post, jest zresztą zupełnie nie w moim stylu, niech O. się nim zajmie. Czas mnie przecież nagli! Zostało jeszcze... a, niech diabli odliczanie! Trzymajcie kciuki ;*
B.

Komentarze
Prześlij komentarz